Ta, jakaś smutna nutka mi się kręci po głowie, a chyba powinnam się cieszyć? Bo pierwsze koło z tej legendarnej anatomii mam zaliczone z zupełnie przeze mnie nieoczekiwaną nadwyżką.
Teraz tylko trzeba trzymać poziom, pokonać kolejne kolokwia i wytrwać do świąt.
Jestem szczęśliwa będąc na medycynie i w moim nowym Mieście. I mieszkając z moją Wspaniałą Współlokatorką, która dodaje mi dużo otuchy :)
Może to przez dzisiejsze emocjonalne i fizyczne wykończenie...
ale tego wieczoru nie potrafię wyzbyć się pewnego rodzaju smutku, który czasem mnie nawiedza.
No i z histologicznych planów na dzisiaj nici.
poniedziałek, 17 listopada 2014
piątek, 7 listopada 2014
Pozytywnie!
Dzisiaj jestem niezwykle pozytywnie nastawiona!
Wyspałam się, porozmawiałam rano z kochanym tatą, pośmialiśmy się trochę, ja też nie omieszkałam się pożalić na różne sprawy (zazwyczaj chodzi o masę materiału do ogarnięcia i uczelnianych gnębicieli). Na biologii molekularnej (którą mamy z prześmieszną i poczciwą babką) nawet uważałam i dużo rozumiałam. Po krótkich zajęciach wybrałyśmy się z koleżanką do biblioteki powtórzyć kości - wprawdzie modele to nie to samo, co nasze prosektoryjne zniszczone preparaty, ale nauka upłynęła nam bardzo sympatycznie. Koniec popołudnia zwieńczyło pieczenie placków z cukinią razem z ową towarzyszką niedoli (a dzisiaj właściwie doli) i zjedzenie ich wspólnie z moją ukochaną Współlokatorką.
A piątkowy wieczór... 3 tygodnie temu poszlibyśmy całą grupą na piwo, ale koło za 6 dni, więc anatomia króluje. Jednak w wyjątkowo miłym wydaniu - dzisiaj lajtowo i multimedialnie. Polecam całym sercem filmy z takim super zrozumiale gadającym łysym panem (i to uczucie, kiedy znasz większość angielskich nazw i struktur :D).
Zdecydowanie fajny dzień!
Z takim nastawieniem może uda mi się zaliczyć to straszne pierwsze koło xD
Wyspałam się, porozmawiałam rano z kochanym tatą, pośmialiśmy się trochę, ja też nie omieszkałam się pożalić na różne sprawy (zazwyczaj chodzi o masę materiału do ogarnięcia i uczelnianych gnębicieli). Na biologii molekularnej (którą mamy z prześmieszną i poczciwą babką) nawet uważałam i dużo rozumiałam. Po krótkich zajęciach wybrałyśmy się z koleżanką do biblioteki powtórzyć kości - wprawdzie modele to nie to samo, co nasze prosektoryjne zniszczone preparaty, ale nauka upłynęła nam bardzo sympatycznie. Koniec popołudnia zwieńczyło pieczenie placków z cukinią razem z ową towarzyszką niedoli (a dzisiaj właściwie doli) i zjedzenie ich wspólnie z moją ukochaną Współlokatorką.
A piątkowy wieczór... 3 tygodnie temu poszlibyśmy całą grupą na piwo, ale koło za 6 dni, więc anatomia króluje. Jednak w wyjątkowo miłym wydaniu - dzisiaj lajtowo i multimedialnie. Polecam całym sercem filmy z takim super zrozumiale gadającym łysym panem (i to uczucie, kiedy znasz większość angielskich nazw i struktur :D).
Zdecydowanie fajny dzień!
Z takim nastawieniem może uda mi się zaliczyć to straszne pierwsze koło xD
wtorek, 4 listopada 2014
40 dni
Nie, nie poszczę - wbrew pozorom jedzenia mam pod dostatkiem :D
Od 40 dni jestem pełnoprawną studentką kierunku lekarskiego. Nawet nie wiem, kiedy minął ten czas, jakoś wkręciłam się w wir spotkań, nauki i życia studenckiego. Wiem jedno - czuję się szczęśliwa, że wybrałam ten kierunek i to miasto. Wszystko pięknie mi się układa, chociaż zdarzają się oczywiście (na szczęście krótkotrwałe) chwile kryzysowe.
Moja grupa jest chyba najbardziej zintegrowaną paczką na roku - strasznie fajnie nam płyną dni na uczelni (no i poza nią - chyba jeszcze fajniej :D), współlokatorkę mam najukochańszą, moje nowe miasto też nie szczędzi mi swej życzliwości. Żyć nie umierać! Tak właśnie sobie wymarzyłam początek nowej ery!
Teraz powinnam się pouczyć anatomii, mam pierwsze koło za 9 dni... Jednak dzisiejsza wieczorna walka o fakultety lekko mnie wykończyła. Musiałam to odreagować herbatką z prądem wypitą z moją towarzyszką zza ściany :)
Co do anatomii... uwielbiam ćwiczenia! Asystentkę mamy bardzo wyrozumiałą i miłą (niestety asystenci się zmieniają). Poza tym na razie radzę sobie w miarę dobrze - oby pierwszy kolos nie zweryfikował moich nadziei!
Z resztą przedmiotów jest jak w kalejdoskopie - od przezabawnych do zupełnie nudnych, niepotrzebnych. Jedni asystenci przyjaźni, drudzy (a właściwie pewna jedna pani) trochę wredni.
Ale mimo niektórych atrakcji oferowanych przez moją specyficzną uczelnię - jestem pozytywnie nastawiona!
Od 40 dni jestem pełnoprawną studentką kierunku lekarskiego. Nawet nie wiem, kiedy minął ten czas, jakoś wkręciłam się w wir spotkań, nauki i życia studenckiego. Wiem jedno - czuję się szczęśliwa, że wybrałam ten kierunek i to miasto. Wszystko pięknie mi się układa, chociaż zdarzają się oczywiście (na szczęście krótkotrwałe) chwile kryzysowe.
Moja grupa jest chyba najbardziej zintegrowaną paczką na roku - strasznie fajnie nam płyną dni na uczelni (no i poza nią - chyba jeszcze fajniej :D), współlokatorkę mam najukochańszą, moje nowe miasto też nie szczędzi mi swej życzliwości. Żyć nie umierać! Tak właśnie sobie wymarzyłam początek nowej ery!
Teraz powinnam się pouczyć anatomii, mam pierwsze koło za 9 dni... Jednak dzisiejsza wieczorna walka o fakultety lekko mnie wykończyła. Musiałam to odreagować herbatką z prądem wypitą z moją towarzyszką zza ściany :)
Co do anatomii... uwielbiam ćwiczenia! Asystentkę mamy bardzo wyrozumiałą i miłą (niestety asystenci się zmieniają). Poza tym na razie radzę sobie w miarę dobrze - oby pierwszy kolos nie zweryfikował moich nadziei!
Z resztą przedmiotów jest jak w kalejdoskopie - od przezabawnych do zupełnie nudnych, niepotrzebnych. Jedni asystenci przyjaźni, drudzy (a właściwie pewna jedna pani) trochę wredni.
Ale mimo niektórych atrakcji oferowanych przez moją specyficzną uczelnię - jestem pozytywnie nastawiona!
Subskrybuj:
Posty (Atom)