Nie, nie poszczę - wbrew pozorom jedzenia mam pod dostatkiem :D
Od 40 dni jestem pełnoprawną studentką kierunku lekarskiego. Nawet nie wiem, kiedy minął ten czas, jakoś wkręciłam się w wir spotkań, nauki i życia studenckiego. Wiem jedno - czuję się szczęśliwa, że wybrałam ten kierunek i to miasto. Wszystko pięknie mi się układa, chociaż zdarzają się oczywiście (na szczęście krótkotrwałe) chwile kryzysowe.
Moja grupa jest chyba najbardziej zintegrowaną paczką na roku - strasznie fajnie nam płyną dni na uczelni (no i poza nią - chyba jeszcze fajniej :D), współlokatorkę mam najukochańszą, moje nowe miasto też nie szczędzi mi swej życzliwości. Żyć nie umierać! Tak właśnie sobie wymarzyłam początek nowej ery!
Teraz powinnam się pouczyć anatomii, mam pierwsze koło za 9 dni... Jednak dzisiejsza wieczorna walka o fakultety lekko mnie wykończyła. Musiałam to odreagować herbatką z prądem wypitą z moją towarzyszką zza ściany :)
Co do anatomii... uwielbiam ćwiczenia! Asystentkę mamy bardzo wyrozumiałą i miłą (niestety asystenci się zmieniają). Poza tym na razie radzę sobie w miarę dobrze - oby pierwszy kolos nie zweryfikował moich nadziei!
Z resztą przedmiotów jest jak w kalejdoskopie - od przezabawnych do zupełnie nudnych, niepotrzebnych. Jedni asystenci przyjaźni, drudzy (a właściwie pewna jedna pani) trochę wredni.
Ale mimo niektórych atrakcji oferowanych przez moją specyficzną uczelnię - jestem pozytywnie nastawiona!
wredna pani, czyżby histo? ;>
OdpowiedzUsuńZ histo akurat mamy przymuloną i bezproblemową xD Za to z biofizyki krąży taka jedna wymagająca...
UsuńNo coś Ty? My mamy ewentualnie tylko z taką młodą blondynką i jest świetna!
Usuń